Eryk Łażewski
Biedni i bogaci
Sposoby rozwiązania problemu nierówności społecznej w Nauce Społecznej Kościoła, na przykładzie encykliki Jana Pawła II „Sollicitudo rei socialis”
Cały świat, podlegając tak zwanej globalizacji, zaczyna trwale dzielić się na biednych i bogatych. Ci ostatni, to generalnie rzecz biorąc, mieszkańcy półkuli północnej, biedni zaś mieszkają na półkuli południowej. Pojawia się tu sprawa wzajemnych kontaktów i tego jak będą one przebiegały. Czy będą zatem polegać na wyzysku i krzywdzie ubogich, czy też odwrotnie, na pomocy im w wydźwignięciu się z nędzy. To samo dotyczy Polski, w której nierówności społeczne znacznie się zaostrzyły. Zwiększa się więc dystans miedzy ubożejącą większością a wąskimi kręgami ludzi zamożnych.
Przedstawione wyżej zagadnienia skłaniają równocześnie do postawienia pytań o to kim właściwie są biedni i bogaci, a następnie przedstawienia problemów relacji między nimi.
Precyzując powyższe zagadnienia należy jeszcze zapytać czy bogactwo i bieda odnoszą się tylko do dóbr materialnych?. Czy z kolei bogactwo materialne jest zawsze dobre i właściwe? Jaka jest dokładna „geografia” biedy i bogactwa i czy wśród zamożnej większości nie ma ubogich ? Odpowiedzi na powyższe pytania pozwolą z kolei na przedstawienie problemu wzajemnych relacji biednych i bogatych, w jego różnych aspektach a także umożliwią ukazanie problemu pożądanej aktywności tak jednych jak i drugich w przezwyciężeniu nierówności między nimi. Kluczowym wydaje się tu być zagadnienie odpowiednio rozumianego postępu przedstawione w całym swym bogactwie w encyklice Jana Pawła II „Sollicitudo rei socialis”.
I tak punktem wyjścia w prezentowaniu problematyk biedy i bogactwa jest stwierdzenie sytuacji nędzy i niedorozwoju wielu milionów ludzi. Oni zatem to właśnie biedni – ci, którzy w nędzy niedorozwoju, nazywanych tez inaczej „smutkiem i trwogą”. Nędza i niedorozwój są tu przy tym rozumiane jako przeciwieństwo rozwoju i związanych z nim dóbr i usług. Właściwie rozumiany rozwój jednak to nie tylko „zaspokojenie potrzeb materialnych przez wzrost dóbr...”, lecz przede wszystkim „postęp w człowieczeństwie i wartościach duchowych wszystkich”. Wspomniany wyżej nędza i niedorozwój nie odnoszą się wiec tylko do dóbr materialnych. Za postacie ubóstwa można zatem uznać również „negowanie lub ograniczanie praw ludzkich – na przykład prawa do wolności religijnej..., swobody zrzeszania się czy tworzenia związków zawodowych, a także podejmowanie inicjatyw w sprawach ekonomicznych”. Inne przejawy ubóstwa to na przykład anafalbetyzm czy utrudnienia w zdobyciu wyższego wykształcenia. Skoro zaś wszystkie te braki tyczą się i ciała (brak dóbr materialnych) i duszy (brak wykształcenia czy niemożność korzystania z innych praw ludzkich) trzeba na koniec stwierdzić ze rozwój powinien tyczyć się „każdego człowieka i całego człowieka”. Tutaj pojawia się zaś sprawa pewnego „nadrozwoju” – nadmiernej rozporządzalności „wszelkiego typu dobrami materialnymi”, grożącej zamianą ludzi w niewolników, pragnących wciąż nowych dóbr materialnych i tylko na tym skupiających swa uwagę. Posiadanie wielu tych dóbr, ich bogactwo, jeśli nie towarzyszy temu rozwój duchowy człowieka, ostatecznie zwróci się przeciw niemu samemu. Powyższe problemy, dotycząc właśnie każdego człowieka i całego człowieka, można nazwać kwestią społeczną odnoszącą się do całego świata. Z tym jednak że niedorozwój i nędza obecne są głównie w tak zwanych krajach „Trzeciego Świata”, „słabo zaawansowanych”, „Południa”. Chodzi tu głownie o kontynenty Afryki i Ameryki Południowej. Z kolei kraje, którym grozi „nadrozwój” to „Pierwszy Świat”, „kraje bardzo zamożne”, „Północ” – Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, Unia Europejska. Z tym jednak, ze do „Północy” zaliczyć można „Drugi Świat, „kraje średnio zamożne” – takie jak na przykład Polska czy Węgry. Zarówno jednak w „Pierwszym” jak i „Drugim Świecie” można spotkać obszary wielkiego i skrajnego ubóstwa nazywane „Czwartym Światem”.
Na podstawie powyższych stwierdzeń można już powiedzieć, że biedni to ludzie pozbawieni tak koniecznych dóbr materialnych, jak i duchowych, bogaci zaś to ci, którzy mając nadmiar dóbr materialnych, zagrożeni są skupieniem swojej uwagi tylko na nich. Pierwsi mieszkają głównie, choć nie tylko, na obszarze biednego „Południa”, drudzy na terenie bogatej „Północy”. Wzajemne zaś relacje, jak to widać jasno, powinny polegać na pomocy udzielanej biednym przez bogatych. Bez wątpienia przyniesie to korzyść obydwu stroną: biedni otrzymają środki do rozwoju materialnego i duchowego, bogaci natomiast, oprócz rozwoju gospodarczego, zaczną rozwijać się moralnie (dzięki zwróceniu się ku ludziom, a odwróceniu od rzeczy). By jednak tak się stało koniecznym jest rozpropagowanie Społecznej Nauki Kościoła ukazującej, w swych dokumentach, kim naprawdę są biedni i bogaci oraz jakie relacje powinny być między nimi nawiązane. Bogaci więc powinni przeprowadzić niezbędne zmiany w światowych mechanizmach gospodarczych. I tak potrzebne są reformy takich międzynarodowych systemów jak: handlowy, monetarny i finansowy. Trzeba więc inaczej postawić zagadnienie wymiany technologicznej, a także dokonać „rewizji struktur istniejących Organizacji międzynarodowych”.
Odnośnie do międzynarodowego systemu handlowego to powinien on tworzyć równe szanse dla krajów rozwijających się i rozwiniętych w sprzedaży ich wyrobów.
Światowy system monetarny powinien ograniczyć „zmienność metod wymiany i oprocentowana”, co pozwoli krajom ubogim uzyskać korzystniejszy (niż dotychczas) bilans płatniczy oraz ułatwi im spłatę zadłużenia.
Nie może również być tak, iż kraje te nie otrzymują odpowiednich, potrzebnych im, technologii. Należy zatem udostępniać im owe technologie stanowiące niezbędny środek rozwoju.
Organizacje międzynarodowe natomiast potrzebują „dzisiaj wyższego stopnia zorganizowania na płaszczyźnie międzynarodowej w służbie społeczeństwom, systemom gospodarczym i kulturom na całym świecie”.
Sami biedni w swoich krajach również powinni podejmować odpowiednie inicjatywy. Szczególnie dotyczy to umożliwienia każdemu obywatelowi alfabetyzacji i zdobycia podstawowego wykształcenia. To też przyczyni się do tego, że same narody określą „własne priorytety” i rozpoznają swe potrzeby. Jedną z nich, w niektórych krajach, jest bez wątpienia zwiększenie produkcji żywności. Niekiedy potrzebne są zmiany polityczne, które doprowadza do „zdrowia” wspólnoty politycznej, wyrażającego się w poszanowaniu i popieraniu praw ludzkich.
To wszystko może się jednak dokonać tylko dzięki solidarności między bogatymi a biednymi oraz biednych między sobą. Solidarność ta zaś to świadomość współodpowiedzialności i wzajemnych powiązań, za którą idzie już konkretne działanie. Solidarność tyczy się jednak nie tylko pomocy biednym krajom (”Trzeci Świat”) udzielanej przez państwa bogate („Pierwszy Świat”). Ma ona również, a może przede wszystkim, dostosowanie wewnątrz każdej społeczności. Bogaci więc „winni poczuwać się do odpowiedzialności za słabszych i być gotowi do dzielenia z nimi tego co posiadają”. Oczywiście biedni „winni również dawać swój należny wkład w dobro wspólne. Grupy pośrednie zaś nie powinny egoistycznie popierać własnych interesów, ale szanować interesy drugich”. W ten sposób właśnie w krajach biednych może nastąpić prawdziwy rozwój, w krajach bogatych zaś likwidacja „Czwartego Świata”.
Podsumowując należy powiedzieć, iż biedni, pozbawieni koniecznych dóbr materialnych i duchowych oraz bogaci, dobra te mający (niekiedy w nadmiarze), powinni być ze sobą solidarni. Solidarność ta winna polegać na udzielaniu, samoorganizującym się biednym, tych dóbr, które w obfitości posiadają bogaci. To umożliwi rozwój. Należy dodać, że rozwój, o którym mowa, to nie tylko wzrost gospodarczy, lecz także moralny. Działania przynoszące wzrost przy tym to różne modyfikacje światowych systemów handlu i wymiany z jednej strony, z drugiej zaś samoorganizowanie się biednych. Dotyczy to głównie współpracy między krajami i narodami, lecz także sytuacje wewnątrz poszczególnych państw wymagają wspomnianej wyżej solidarności.
Na koniec trzeba dodać, iż problem biednych i bogatych, zawsze aktualny, nabrał obecnie wymiaru globalnego. Postępująca integracja gospodarcza, a w jakiejś mierze polityczna i kulturalna, sprawiają, że chociaż przedział miedzy bogatymi i biednymi wydaje się pogłębiać, to jednak dzięki temu pojawiły się również nowe możliwości pomocy krajom potrzebującym. Za przykład może tu służyć choćby udział międzynarodowych sił bezpieczeństwa w zaprowadzeniu pokoju w zniszczonych wojnami Kosowie czy Bośni. Aby jednak wszystkie szanse zostały prawidłowo wykorzystane, globalizacja (integracja świata) powinna nabrać nowego wymiaru. Powinna stać się globalizacją miłości i solidarności, do czego wzywa nieustannie Jan Paweł II. I to jest właśnie, w największym skrócie to rozwiązanie problemów biednych i bogatych, które światu przedstawia Kościół. Można tylko mieć nadzieję, że zostanie to podjęte przez możnych tego świata.