Dariusz Ratajczak
Meksykanie atakują
40 lat temu zapytano pewnego sowieckiego polityka kiedy Ukraina- formalny członek ONZ- uzyska niepodległość. Nie podejrzewany zazwyczaj o poczucie humoru Rosjanin odparł:” dokładnie w tym samym dniu, w którym Teksas powróci do Meksyku”. W czasach Chruszczowa i Kennedy’ego takie stwierdzenie uchodziło za dobry żart, lecz dzisiaj... Cóż, dzisiaj Ukraina jest państwem suwerennym, natomiast Teksas, Nowy Meksyk i Kalifornia- rozległe terytoria wydarte Meksykowi przez półn
Współczesny amerykański Południowy Zachód od kilkudziesięciu już lat poddawany jest swoistej rekolonizacji ze strony Meksykanów. Ludzi tych określa się mianem „Spanish origin” (lub „Hispanic”), co o tyle zgodne jest z prawdą, że w ich żyłach rzeczywiście płynie krew hiszpańskich zdobywców Nowego Świata. W końcu zdecydowana większość Meksykanów to Metysi. Co więcej, w h
iszpańszczyźnie do dnia dzisiejszego funkcjonuje pojęcie rasy hiszpańskiej („raza”). Nie ma ono korzeni rasistowskich, gdyż odnosi się do wszystkich ludzi tej samej kultury posługujących się jednym językiem. Według encyklopedii „Salvat” z 1942 r. : „ hiszpańskość tworzą ludzie rasy białej, czarnej, indiańskiej (sic!) oraz ich kombinacje”.Dane statystyczne mówią same za siebie. W 1990 r. imigranci latynoamerykańscy (w 60% Meksykanie, którzy w lwiej części są Metysami) w liczbie 22,4 mln osób stanowili już 9 % ludności Stanów Zjednoczonych, a na interesującym nas obszarze od 18,8% w Arizonie do niemal 40% w Nowym Meksyku. W dużych miastach (np. San Antonio, El Paso) stanowili oni albo zdecydowaną większość (60-70%) albo najliczniejszą grupę ludności (Los Ang
eles- ok. 40%).Obecnie, na początku XXI wieku, jest ich o kilka- kilkanaście milionów więcej (być może nawet 35 milionów), na co wpływ ma wysoki przyrost naturalny oraz dalsza, masowa imigracja. Ta ostatnia, jakże często nielegalna, wymyka się kontroli, co stawia wszelkie statystyki pod dużym znakiem zapytania. Tym bardziej, że z czasem część nielegalnych przybyszów staje się jak najbardziej legalnymi obywatelami USA ; obywatelami- dopowiedzmy- posługującymi się w życiu codziennym hiszpańskim, który staje
się (lub już się stał) drugim językiem urzędowym na ogromnym obszarze od Kalifornii po Zatokę Meksykańską.Ale to nie wszystko. Podkreślana przez Meksykanów (również Portorykańczyków, Kubańczyków na Florydzie et cetera) kulturalna „inność” od amerykańskich sąsiadów jest naturalną konsekwencją ich niewzruszonej (nawet faktem urodzenia w USA) narodowej tożsamości. Większość Meksykanów w Stanach Zjednoczonych nadal pozostaje Meksykanami. Ba, meksykańskimi patriotami w rodzaju boksera Oscara de la Hoyi, który
kilka lat temu reprezentując USA na Olimpiadzie, po wygranej walce biegał jak oszalały z meksykańskią flagą. I nie było to bynajmniej pomeczowe zaćmienie umysłu. Widać- dobrobyt „made in USA”, prawdziwy magnes amerykanizujący w przeszłości kolejne pokolenia europejskich imigrantów, na współczesnych Latynosów nie działa. Bo też reprezentują oni sobą cechy niepokorne wobec asymilacji: indiańską podejrzliwość i hiszpańskie poczucie wyższości. O honorze, tradycji, rodzinie i religii nie wspominając.Okazuje się również, że żyjący po obu stronach granicy Meksykanie coraz częściej kwestionują sens jej istnienia. To nowe zjawisko, pozostające w opozycji do niedawnego jeszcze latynoskiego liczenia się z amerykańską omnipotencją (w myśl zasady: „Bóg daleko, USA blisk
o”), rejestrują najnowsze, z 2002 r., badania ankietowe. Oto 58% pytanych Meksykanów w pełni zgodziło się ze stwierdzeniem: „ Południowo- zachodnie terytorium USA powinno należeć do Meksyku”. Niemal tyle samo (57%) ankietowanych wyraziło pogląd, że „Meksykanie winni mieć prawo wjazdu do USA bez żadnego pozwolenia.”Głosy prostych, domowych respondentów wspierają de facto opinie akademików, lokalnych polityków i samorządowców oraz co radykalniejszych aktywistów politycznych meksykańskiego pochodzenia. Taki np. profesor Jose Angel Gutierrez z University of Texas raczył był stwierdzić w 1995 r.: „ Biała Ameryka starzeje się, umiera, nie płodzi dzieci... mówi, że jest za dużo Meksykanów w Los Angeles, że stanowimy niebezpieczeństwo dla USA. Uwielbiam to słuchać
. Srają ze strachu w portki [Se estan cagando cabrones de miedo]. To lubię.” Albo Richard Alatorre, członek Rady Miejskiej „Miasta Aniołów” :” Boją się, że chcemy przejąć instytucje rządowe...Mają rację, przejmiemy je; nie mamy zamiaru wyjeżdzać- tu zostaniemy” ( wrzesień 1996). Uzupełnia ich Augustin Cebada, lider „Brązowych Beretów” (wypowiedź z 4 lipca 1996 r.): „ Spadajcie do Bostonu...Wynocha. Jesteście starzy i zmęczeni... Obowiązkiem starych, białych ludzi jest umrzeć... Jesteśmy większością w Los Angeles. Przejęliśmy władzę gdyż uwielbiamy posiadać dzieci.” Cóż, we współczesnym świecie wygrywa ten, kto stawia na prokreację, proszę szanownych- również polskich- katolików!Powyższe wypowiedzi - nawiasem pisząc- pozostają w zgodzie z biernością rządu meksykańskiego , który kompletnie nie przejmując się masowymi wyjazdami rodaków na północ, milcząco daje do zrozumienia, iż zasiedlają oni „nowe prowincje” (Meksyku- ma się rozumieć!). Natomiast meksykańscy pogranicznicy i wojskowi już czują się u sąsiadów,
jak przysłowiowy lis w kurniku. Miast gonić szmuglerów i „nielegałów”, szampańsko zabawiają się strzelaniem na amerykańskim terytorium do skołowanych agentów „Border Patrol”.Meksykańska czy-szerzej- latynoska „rekonkwista” każe zastanowić się nad etnicznym, rasowym i kulturowym obrazem Stanów Zjednoczonych w przyszłości. Przez niemal 200 lat po amerykańskiej rewolucji USA uchodziły za kraj zamieszkany przez potomków narodów europejskich oraz 10-12% mniejszość murzyńską (de facto są to najczęściej Mulaci).
Od 20-30 lat „biali Amerykanie” są w wyraźnej defensywie. W 1990 r. stanowili prawdopodobnie nie więcej niż 75-76% ludności kraju. Obecnie około 70%. Jeżeli współczesne trendy imigracyjne w połączeniu z wysoką stopą urodzeń wśród nowych przybyszów utrzymają się, oblicza się, że w 2060 r. „biali” będą stanowić mniej niż 50% ludności Stanów Zjednoczonych, „czarni” ok. 13% (niewielki wzrost w porównaniu z 2000 r.), Azjaci ok. 10%, natomiast podmiot naszych rozwazań- Latynosi (Meksykanie et consortes) 25-27 %.Dobrze ponad 100 milionów ludzi.Wydaje się, że meksykańsko-latynoska „rekonkwista” Stanów Zjednoczonych jest nie do powstrzymania. Za 50- 100 lat USA staną się w pełni wielorasowym ( a nie- wieloeuropejskim), multikulturalnym tyglem targanym wewnętrznymi konfliktami.Siłą rzeczy stracą status supermocarstwa. Pozostaną zdrowe moralnie „Wieczne Chiny” i wytrwale dążąca do wielkości Rosja. Tak się składa, że nikt jeszcze nie zbudował trwałego imperium na zgniłym fundamencie rozpasanej demokracji...