Dariusz Ratajczak
AK na Wileńszczyżnie: sami wśród wilków
W latach II wojny światowej ludność polska zamieszkująca północno- wschodnie kresy Rzeczypospolitej (województwa wileńskie i nowogródzkie) stworzyła jedną, poważną organizację do walki z okupantem niemieckim- Armię Krajową. Za „swoje wojsko” uznawało ją również wielu Białorusinów. Według szacunkowych obliczeń stanowili oni do 40% żołnierzy Nowogródzkiego Okręgu AK.
W przeciwieństwie do Generalnego Gubernatorstwa, gdzie Niemcy byli właściwie jedynym przeciwnikiem polskiego podziemia, na wyżej wymienionym obszarze sytuacja była bardziej złożona. Okupant mógł bowiem liczyć na wsparcie ze strony wielu Litwinów, natomiast w puszczach Nalibockiej, Lipiczańskiej i Rudnickiej, na bagnach jeziora Narocz or
az w kompleksach leśnych powiatów brasławskiego i postawskiego stacjonowały liczne, zdecydowanie nie tolerujące „polskiej konkurencji”, oddziały partyzantki sowieckiej.W części byłego województwa wileńskiego włączonego do Generalnego Okręgu Litwy (Generalbezirk Litauen) Niemcy zapewnili miejscowej, litewskiej administracji sporą autonomię, stanowiącą zresztą ewenement w polityce hitlerowskiej na wschodzie Europy. Była to niewątpliwie swoista forma podziękowania za antysowieckie powstanie z czerwca 1941 r.
, które ułatwiło im szybkie opanowanie tego nadbałtyckiego kraju. Utworzyli mianowicie instytucję tzw. generalnych doradców (tarejasów) działających przy generalnym komisarzu Litwy- Adrianie von Renteln. Temu centralnemu organowi samorządowemu podlegała litewska, terenowa administracja kraju: funkcjonariusze i naczelnicy policji, wójtowie, burmistrzowie miast. Stanowiska od naczelników powiatów w górę objęli Niemcy sprowadzeni z Rzeszy. Litewscy doradcy, na czele których stanął gen. Petras Kubiliunas, mieli prawo wydawania zarządzeń w imieniu własnym, po uprzedniej jednak konsultacji z Niemcami.Jednocześnie okupanci poczęli tworzyć litewskie bataliony pomocnicze- apsaugos batalionai- dowodzone przez przedwojennych oficerów armii litewskiej. Zadania stawiane przez Niemców batalionom obejmowały służbę wartowniczą, strzeżenie gett i obozów jeńców wojennych oraz udział w akcjach eksterminacyjnych.
Obok Żydów, ofiarą tych ostatnich padali również Polacy. Miejscem ich kaźni stały się Ponary, gdzie spojeni alkoholem litewscy policjanci, pogardliwie zwani przez miejscową ludność „ strzelcami ponarskimi”, dokonywali masowych rozstrzeliwań. Przed egzekucją ofiarom nakazywano zdjąć odzież, która stawała się łupem oprawców.
Z wymienionymi Ponarami łączy się zresztą kolejne ogniwo litewskiego samorządu- „Sauguma”, czyli tajna policja. Współpracując gorliwie z Gestapo, rozpracowywała ona polskie organizacje podziemne oraz sporządzała listy osób przeznaczonych do aresztowania. Z drugiej jednak strony jej szeregowi funkcjonar
iusze do nieprzekupnych bynajmniej nie należeli i może dlatego wiele „wpadek” polskiej konspiracji w Wilnie kończyło się „na określonym etapie”.Na przełomie 1943/1944 r. okupanci poczęli organizować ochotniczy „legion litewski” pod dowództwem zdecydowanego „polakożercy”, gen. Povilasa Plechaviciusa. Formacja ta, nosząca nazwę Lietuvos Vietine Rinktine ( Litewskie Wojsko Terytorialne), miała w przyszłości stanowić korpus złożony z 3 dywizji piechoty i jednostek wsparcia oddziałów specjalnych. Zdołano jednak
utworzyć tylko dywizję piechoty w składzie 14 batalionów, umundurowaną na wzór niemiecki i wyposażoną w broń produkcji francuskiej.W 1944 r. „litewska dywizja” została praktycznie wykończona i... ośmieszona przez Armię Krajową. Dość powiedzieć, że np. w Murowanej Oszmiance i Tołminowie wileńscy partyzanci rozbili dwa okopane bataliony litewskich legionistów; jeńców nie pozbawieni humoru Polacy puścili wolno, pozostawiając im tylko „ kalesony bez guzików i hełmy”. W ten sposób problem został rozwiązany.
„Król Jagiełło pokonał wielkiego księcia Witolda”.W skład partyzanckich oddziałów sowieckich wchodzili żołnierze rozbitej w 1941 r. Armii Czerwonej, członkowie aparatu partyjnego, spadochroniarze przerzucani od 1943 r. droga powietrzną przez front (żołnierze wybornie uzbrojeni i takoż wyszkoleni) oraz Żydzi- uciekinierzy z gett. Ich stanowisko było jasne: tu jest Związek Sowiecki.
Fakt ten stał się źródłem niekończących się zatargów między partyzantami sowieckimi a polskimi. Konflikty te przerodziły się z czasem w krwawe potyczki inspirowane przez Sowietów, widownią których stała się przede wszystkim Nowogródczyzna. O ich skali świadczy wyliczenie ppłk. Janusza Prawdzic- Szlaskiego (właściwie J. Szulca), Komendanta Okręgu Nowogródzkiego AK, który ustalił,
że oddziały okręgu stoczyły 83 walki z partyzantami sowieckimi, co stanowiło 1/3 ogółu walk stoczonych przez nowogródzką AK za okupacji niemieckiej.Przytoczone dane uległyby prawdopodobnie rozszerzeniu, gdyby policzyć starcia między małomiasteczkowo- wiejskimi samoobronami ( grupującymi Polaków oraz Białorusinów współpracujących z AK; raz jeszcze podkreślam- na Nowogródczyźnie współdziałanie polsko- białoruskie w ramach podległego Londynowi polskiego państwa podziemnego było faktem; nawet zależna formalni
e od Niemców policja białoruska była gęsto poprzetykana sympatykami, czy wręcz utajnionymi członkami Armii Krajowej) a sowieckimi partyzantami. Były one wyjątkowo krwawe, o czym świadczy przykład miasteczka Naliboki, w którym oddział sowiecki pod dowództwem mjr. Wasiliewicza, w kwietniu 1943r., dokonał bestialskiego mordu na ponad 120 członkach miejscowej samoobrony.Powtarzające się akty terroru ze strony bandytów z sierpem i młotem w tle nie pozostawały bez odpowiedzi. Zdarzało się, że doprowadzeni do ostateczności ludzie „brali sprawy w swoje ręce”. Znany jest przypadek rozsiekania szablą przez rozsierdzonych mieszkańców pewnej wsi w okolicach Lidy spitych alkoholem przedstawicieli forpoczty komunizmu (jestem pewny, że fakt ten nie podpada pod prowincjo
nalne „ The Jedwabne industry”?!)Kulminacyjnym jednakże momentem w konflikcie polsko- sowieckim na kresach północno- wschodnich stało się wydarzenie związane z rozbrojeniem przez sowieckie grupy partyzanckie strefy iwienieckiej Baonu Stołpeckiego AK. Odział ten został 1 grudnia 1943 r. otoczony przez sowietów, a następnie rozbrojony. Jego dowódcę- mjr. „Wacława” (Wacław Pełka) zastrzelono na miejscu. Pozostałych oficerów odseparowano, a pięciu z nich ( w tym cichociemnych: por. Rydzewskiego i ppor. Łosia)
wywieziono na Łubiankę do Moskwy.Sukces sowieckiego ataku na Baon okazał się jednak połowiczny, gdyż rozbrojenia uniknęły: grupa ułanów pod dowództwem chor. Zdzisława Nurkiewicza- „Nocy” i 30 żołnierzy ppor. Adolfa Pilcha- „Góry”. Warto przy tym nadmienić, że świadkiem całego zdarzenia był wileński oddział partyzancki dowodzony przez Andrzeja Kutznera, który przybył do Puszczy Nalibockiej z obwodu Mołodeczno na zimowy odpoczynek i kwaterował w uroczysku Drywiezna, ok. O,5 km od Baonu Stołpeckiego. W chwili
sowieckiego ataku Kutzner wycofał się z puszczy, a wraz z nim grupa żołnierzy ppor. „Góry”.Adolf Pilch, twardy góral ze Śląska Cieszyńskiego, w stosunkowo szybkim czasie odbudował rozbity oddział i, nauczony smutnym doświadczeniem, zaczął podobnie jak wielu jego kolegów, uważać partyzantów sowieckich za wrogów i takoż ich traktować. Jako że jego oddział przez pół roku był otoczony przez Sowietów- podjął racjonalną decyzję zawieszenia walki z Niemcami. W lipcu 1944 r., gdy Armia Czerwona podchodziła pod Wi
lno, nie wziął udziału w tragicznej akcji „Ostra Brama” tylko- za cichym przyzwoleniem Wehrmachtu- wycofał swoich żołnierzy do... Puszczy Kampinowskiej. Tam zastało go Powstanie Warszawskie, w którym on i jego podkomendni wzięli czynny udział, stanowiąc trzon pułku „Palmiry- Młociny”. Decyzja Pilcha , jak to w Polsce bywa, została oprotestowana przez naszych nieśmiertelnych pięknoduchów zza sztabowych biurek tudzież kawiarnianą „cywil- bandę” sączącą brandy w stosownych przybytkach „polskiego Londynu”. Nic to, dowódca Baonu Stołpeckiego miał oczywiście rację. Podobnie jak jego twórczy naśladowca z bohaterskiej i cwanej (w najlepszym znaczeniu tego słowa) Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił zbrojnych, płk. Antoni Dąbrowski- „Bohun”.Omawiając wydarzenia związane z tragedią w Puszczy Nalibockiej ( „ żeby to wszystko zrozumieć, trzeba było być partyzantem Puszczy Nalibockiej i przeżyć to wszystko..., co przeżywała miejscowa ludność...”), należałoby postawić pytanie o inspiratorów wrogiego nastawienia oddział
ów sowieckich do polskiej partyzantki. Nie był to przecież przypadek odosobniony. Już w sierpniu 1943 r. w sąsiednim i bratnim Wileńskim Okręgu AK został rozbrojony i częściowo wybity przez Sowietów oddział dowodzony przez Antoniego Burzyńskiego- „Kmicica” (jego następcą był słynny rotmistrz Zygmunt Szendzielarz- „Łupaszko”, dowódca 5. Wileńskiej Brygady Śmierci i zaprzysięgły wróg „sowieciarzy”).Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że te akty przemocy były uzgodnione z wyższymi instancjami. Świadczy o tym uchwała KC KP Białorusi z 22 czerwca 1943 r. „ O przedsięwzięciach w zakresie rozwijania ruchu partyzanckiego w zachodnich obwodach Białorusi” i pismo okólne „ O wojskowo- politycznych zadaniach pracy w zachodnich obwodach Białorusi”. To ostatnie w punkcie
czwartym głosiło: „ wszystkimi sposobami (należy-DR) zwalczać oddziały i grupy nacjonalistyczne”.Ponadto, w kilka dni po rozbrojeniu Baonu Stołpeckiego, ppor. Niedźwiedzki znalazł przy zabitym sowieckim oficerze sztabowym rozkaz „ Do Komendantów i Komisarzy Oddziałów Partyzanckich Brygady im. Stalina”, stanowiący uzupełnienie wcześniejszych ustaleń i odnoszący się do polskiego oddziału w Puszczy Nalibockiej. Nakazywał on m.in. przystąpienie 1 grudnia 1943 r. do „osobistego rozbrajania wszystkich polskich
legionistów(sic!)” oraz rozstrzeliwanie w razie oporu.Podsumowując, podczas II wojny światowej zbrojne oddziały Armii Krajowej na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie, pozostawione właściwie „same sobie”, nie dały się zepchnąć do defensywy Niemcom (więcej, do połowy 1944 r. de facto opanowały tzw. teren), rozbiły współpracujące z nimi bataliony Litewskiego Wojska Terytorialnego oraz twardo przypominały partyzantom sowieckim, kto jest prawowitym gospodarzem północno- wschodnich kresów II Rzeczypospolitej. Nie b
yły tylko zdolne oprzeć się regularnym oddziałom Armii Czerwonej i teherańsko- jałtańskim politykom. Ale to już inna historia...