Stanisław Krajski
Czy wolność słowa jest wartością samą w sobie?
Właściciele mediów i dziennikarze w wielu wypadkach już się całkowicie pogubili. Grozi im totalna paranoja. Mówię o tym oczywiście a propos zamieszczenia przez „Rzeczpospolitą” karykatury Mahometa, co miało zostać dokonane w imię „wolności słowa” i w obronie „wolności słowa”. Zrobili sobie z „wolności słowa” jakiś absolut, jakieś bóstwo, które czczą, a tym samym gloryfikują siebie i wszystkie swoje brudne sprawki, swoją sprzedajność, swój koniunkturalizm, swoją małość, swój brak kultury, swoją ignorancję itp., itd.
Media mają służyć prawdzie i człowiekowi, jednostkom i społeczeństwu, dobru wspólnemu i nie bójmy się tego powiedzieć Bogu. Pojęcie wolności słowa ma sens, gdy jest związane z prawdą i dobrem. Samo w sobie nie ma żadnego znaczenia. Czy mamy bowiem do czynienia z jakąś wartością - z wolnością słowa, gdy ktoś mówi: „Ple, ple, brzdęk, kurza noga”. Nie. To tylko bełkot. Czy mamy do czynienia z wolnością słowa, gdy ktoś pisze: Pan X to świnia, osioł i debil”. Nie. To tylko chamstwo. Czy mamy do czynienia z wolnością słowa, gdy ktoś obraża czyjeś uczucia religijne? Nie. To tylko brak zarazem kultury, miłości, tolerancji (mówiąc językiem tego świata), arogancja, a często i ignorancja oraz głupota.
Jakie pozytywne skutki dla kogokolwiek wynikać mogą z zamieszczenia karykatury Mahometa w polskojęzycznej gazecie? Chyba tylko takie, że jeden z drugim dobrze się poczują, poczują się „jak bogowie”. Jakie złe skutki z tego mogą wynikać? Wielu ludzi jest zranionych. Niektórzy z nich mogą zareagować w jakiś negatywny dla nas wszystkich sposób. Wielu ludzi może zostać dotkniętych przez te działania, dotkniętych finansowo, na zdrowiu, wreszcie może utracić życie.
Co powiedzą dziennikarze „Rzeczpospolitej” rodzicom zabitych. Pewnie wybełkocą: „Oddali życie za wolność słowa”.
A może ci dziennikarze nie są tacy głupi. Może kazali im to, z jakiegoś powodu, zrobić zachodni mocodawcy albo robią to z sami z siebie, bo tak im podpowiada ich wyrachowanie, np. dla reklamy.
To, co działo się na skutek zamieszczenia przez część europejskiej prasy karykatur Mahometa (np. wielkie straty finansowe duńskich przedsiębiorstw) pokazuje, że dziennikarze są już tak nieodpowiedzialni i niedojrzali, ze trzeba im „przykręcić śrubę” i to ostro, żeby poczuli i to jak najszybciej, żeby nie było za późno, żeby nie stało się coś bardzo złego w wyniku ich głupoty i braku odpowiedzialności.
A tak przy okazji. Premier i Minister spraw zagranicznych przeprosili wszystkich muzułmanów za zło, które się stało. Pięknie. Jeśli mówi się jednak A, trzeba będzie powiedzieć B. Możemy teraz czekać na to, ze Premier i Minister spraw zagranicznych przeproszą w najbliższej przyszłości katolików na całym świecie za zło, które będzie miało postać obrazy uczuć religijnych katolików czy wręcz bluźnierstwa, a pojawi się w Polsce za sprawą któregoś z czcicieli „wolności słowa” i w imię tej „wolności”.
5 II 2006