Strona główna
Internetowej
Gazety Katolików
Łukasz Rozen
Potęga i dziedzictwo myśli świętego Tomasza z Akwinu


Pośród wielu rodzajów współczesnej filozofii dorobek i potęga myśli św. Tomasza z Akwinu († 1274) pozostaje nadal największym wyzwaniem dla ludzkości, wyzwaniem polegającym na podjęciu śmiałej próby zmierzenia się z myślą Akwinaty. Gdyż ten człowiek, uważany jest tak przez wybitnych filozofów świeckich, jak i Kościół katolicki za jednego z największych myślicieli w dziejach, a jego filozofia i osoba jest popularna i powszechnie szanowana. Warto więc poznać historię Tomasza jako człowieka i również jako filozofa.
Tomasz z Akwinu urodził się w pierwszej połowie XIII wieku na zamku Roccasecca nieopodal Akwinu w Królestwie Neapolu. Jako Włoch pochodzący z rodziny arystokratycznej z góry został przeznaczony do przebywania w wyższych sferach społecznych – co zresztą w ówczesnych czasach było powszechne. Znany i ceniony klasztor benedyktyński na Monte Cassino wydawał się idealnym miejscem dla tych planów; tam też został posłany na studia. Jednak Tomasz, człowiek pełen wiary w Chrystusa, zapragnął podjąć wezwanie Boże do kapłaństwa w niedawno założonym przez św. Dominika zakonie żebraczym braci kaznodziejów. Z wielu przyczyn rodzinie Tomasza ten plan się nie spodobał[1]. Akwinata, bardzo jednak zdeterminowany, starał się przekonać oporną rodzinę; w końcu bracia Tomasza porwali go i więzili przez kilka lat. W międzyczasie zdarzały się niezwykłe rzeczy: Tomasz, dając świadectwo czystości przed kobietą nieskromnych obyczajów, został przewiązany przez anioła „pasem czystości”. Podczas pobytu w więzieniu domowym Tomasz napisał również dwa niedużej objętości traktaty. Uwolniony w końcu przez swoich braci, Tomasz sukcesywnie zgłębiał myśli filozofii arabskiej, np. Awicenny i Awerroesa, czy greckiej – Arystotelesa. Ten ostatni filozof stał się fundamentem, na którym Doktor Anielski oparł swój system filozoficzny. Jako wykładowca Sorbony, potrafił pogodzić przekazywanie wiedzy uczniom i modlitwę kontemplacyjną. Ileż to razy widzieliśmy św. Tomasza przedstawionego na obrazach, gdzie w jednej ręce trzyma on pióro, symbol mądrości, a drugiej – monstrancję! To jest właśnie istota Tomasza – świętego, który nie poprzestał na samym zgłębianiu wiedzy, nabywaniu samej erudycji, wcielając w rzeczywistość swojego życia to, czego nauczał, podobnie jak sam Jezus Chrystus.
Poznawszy życie św. Tomasza, zwróćmy się teraz ku jego filozofii. A jest to filozofia niezwykła i – jak to powiedział Leon XIII – filozofia wieczysta… Chciałbym ponadto zwrócić uwagę, że owa filozofia jest bardzo szeroka i niekiedy skomplikowana, toteż poznajmy tylko te najbardziej podstawowe, a zarazem najważniejsze myśli św. Tomasza z Akwinu.
Wpierw rozważmy teorię poznania św. Tomasza. Teoria poznania to dział filozofii zajmujący się zagadnieniem pojęcia prawdy i jej poznawania zarówno przez ludzki intelekt, jak i zmysły. Ta dyscyplina, szczególnie w dzisiejszych czasach, została zdegradowana do przeważającej roli motywów podkreślających subiektywne właściwości ludzkiego poznania. Otóż Tomasz, zgodnie z tradycją arystotelesowską i z klasycznie zdefiniowanym przez Stagirytę pojęciem prawdy, rozumiał ją jako realnie istniejący stan niezależny od człowieka i jego świadomości, również jako coś realnie istniejącego. Co to znaczy? Oznacza to, że prawda bytu jest pojęciem obiektywnym i niezależnym od człowieka[2]. Prawda kształtuje ludzi, a nie człowiek prawdę. Rozważmy tę myśl.
Już w starożytnej Grecji Demokryt, a także filozofowie należący do szkoły sofistów głosili relatywizm teoriopoznawczy: według nich bowiem człowiek jest miarą rzeczywistości, a więc i prawdy, która jest najgłębszym fundamentem bytu, jego określeniem. W obecnych czasach ów sofistyczny relatywizm znów doszedł do głosu poprzez różne odmiany idealizmu czy sceptycyzmu. Dzisiaj filozofia zrywa z prawdą, z tym, co określa, z rzeczywistością obiektywną, a zajmuje się jakąś postmodernistyczną „produkcją” rzeczywistości przez człowieka. Jak powiedział papież Benedykt XVI, poprzez owy relatywizm człowiek traci busolę światopoglądową i moralną, wskutek czego staje się neutralny światopoglądowo, zachowując się na morzu moralności i przekonań niczym chwiejna łódeczka, miotana to raz z jednej, to raz z drugiej strony lekkim nawet powiewem wiatru. Jest to bardzo niebezpieczne tak dla świata rozumowania, jak i dla świata wartości. Odrzucając prawdę obiektywną, uznając zaś i afirmując tylko swój ludzki subiektywizm, doprowadzamy siebie ostatecznie do relatywizmu i sceptycyzmu.
Mądrze powiedział G.K. Chesterton w swej słynnej pracy Święty Tomasz z Akwinu, że każdy święty jest odtrutką na chorobę panującą w danym okresie. Rzeczywiście, historia św. Franciszka, jego wspaniała poezja i postawa pełna miłości, złożenie nadziei w Bogu, a nie w pieniądzach – ożyła niespodziewanie w tych właśnie czasach, kiedy ludzie pokładali jedyną swoją nadzieję w pracy, w zarobku. Podobnie Tomasz stał się swoistą odtrutką dla współczesnej historii; dla historii, która już od okresu pozytywizmu utraciła zdrowy rozsądek, czego przykładem jest właśnie relatywizm. Dzięki wspaniałej definicji prawdy, definicji Stagiryty oraz tej ulepszonej przez św. Tomasza – jako zgodności myśli z rzeczywistością – ów wielki dramat sceptycyzmu wobec poznania prawdy może zostać wreszcie przezwyciężony.
Z omawianego powyżej zagadnienia wynika kolejne, tj. etyka w myśli św. Tomasza. Jeżeli prawda, która określa rzeczywistość i stanowi jej fundament, nie jest względna ani zależna od człowieka, to również i moralność, która przecież też należy do rzeczywistości, jest obiektywna i niezależna od ludzkiej świadomości. Twierdzenie, że każdy ma swoją prawdę, swoją moralność, jest fałszywe! To rzeczywistość określa człowieka, a nie człowiek rzeczywistość! Człowiek przecież odbiera byty obiektywnie i biernie. One same jawią się człowiekowi, niejako „ujawniając” swoją bytową i transcendentalną prawdę, prawdę bytu. Wszelkie idealistyczne i sceptyczne teorie wobec poznania i rzeczywistości są tylko zastosowaniem błędnym teorii do obiektywnej rzeczywistości. Wspaniale o tym pisze dr Tomasz Pawlikowski: „Dopiero więc po stwierdzeniu istnienia czegoś można dokonać zróżnicowania na podmiot i przedmiot, treści poznania i «rzeczy same w sobie», myśl i język, itd. Wszelkie teorie filozoficzne, pozbawione odniesień do metafizycznej problematyki istnienia, przyjmują w swym punkcie wyjścia jakieś nieuzasadnione a priori”[3]. Tak więc Tomaszowa problematyka istnienia, jego metafizyka egzystencjalna, stoi w centrum zarówno epistemologii, czyli teorii poznania, jak i ontologii, prawdy bytu.
Powróćmy z powrotem do Tomaszowej koncepcji moralności. Akwinata ukazuje wpierw prawo wieczne, które pochodzi od Stwórcy, a więc doskonałe, i które określa zespół norm moralnych. Prawo, które Pan odnosi i kieruje do swego stworzenia, nazywamy prawem naturalnym. Prawo naturalne – wedle słów Tomasza – to udział istot rozumnych w Prawie wiecznym. Materia ożywiona, czyli zwierzęta i rośliny, wypełnia to prawo poprzez swoje działanie bądź też wewnętrzny normatywny instynkt. Człowiek zaś obdarzony wolną wolą powinien go przestrzegać, jednak nie jest do tego zmuszony. Skoro prawo naturalne ma za swoje źródło niezmienne Prawo wieczne, to posiada również wartość obiektywną i niezmienną. Człowiek – tak jak w przypadku rzeczywistości – nie tworzy moralności, jednak ją biernie odbiera taką, jaka jest obiektywnie, taką, jaka mu się ona bezpośrednio jawi. Nowożytna etyka, począwszy od Hume’a i epoki oświecenia, pragnie oddzielenia prawa natury od prawa Bożego; jednakże słowo Boga nie może się zmienić. Moralność budowana na subiektywizmie i względności jest jak dom zbudowany na sypkim gruncie.
Należy więc powrócić do filozofii realizmu, filozofii bytu, jaką w pełni reprezentuje św. Tomasz.
Formalnie tomizm został uznany i zaaprobowany przez papieża Leona XIII. Papież ten w encyklice Aeterni patris (1879) zachęcił do korzystania z wielkiego dziedzictwa św. Tomasza, filozofii esse, a nie tylko iluzji poznającego podmiotu. Pisał w niej: „Najwyżej pośród wszystkich doktorów scholastycznych wzniósł się ich książę i nauczyciel, Tomasz z Akwinu, który – jak to zauważył Kajetan – starożytnych doktorów «miał w wielkiej czci i dlatego dane mu było posiąść w jakiś sposób zrozumienie ich wszystkich» (Kajetan 2,2, q. 148,4). Zebrał on, jak rozproszone części jakiegoś ciała, teorie ojców Kościoła w jedną całość, usystematyzował w godnym podziwu porządku i tak znakomicie dopracował, że zdobył tym sobie, zasłużenie i sprawiedliwie mu przysługujące, miano znakomitego obrońcy i ozdoby Kościoła katolickiego”. Ostatecznie tenże papież uznał tomizm za oficjalną filozofię Kościoła katolickiego.
Podobnie papież Jan Paweł II pisał w encyklice Fides et ratio: „Zamiarem Magisterium było – i jest nadal – ukazanie św. Tomasza jako autentycznego wzoru dla wszystkich poszukujących prawdy. W jego refleksji bowiem wymogi rozumu i moc wiary połączyły się w najbardziej wzniosłej syntezie, jaką kiedykolwiek wypracowała ludzka myśl […]” (nr 78).


[1] Obecnie możemy nie odczuwać różnicy pomiędzy mnichami z Monte Cassino a braćmi zakonu żebraczego św. Dominika. Niemniej jednak w oczach wielu arystokratów ówczesnych czasów klasztory wpływowych i znanych mnichów były o wiele lepszym miejscem dla kogoś pochodzenia arystokratycznego niż nieznany jeszcze zakon kaznodziejski świętego Dominika Guzmana.
[2] Oczywiście nie można twierdzić, że wszelka prawda jest „zewnętrzna” i obiektywna, niezależna od podmiotu i jego świadomości. Przecież w sferze upodobań, smaków potraw itp., prawda jest pojęciem subiektywnym, zależnym od człowieka. Za to prawda bytu, prawda rzeczywistości która się jawi podmiotowi, jest obiektywna i niezależna od świadomości. I właśnie o tę prawdę chodzi autorowi.
[3] T. Pawlikowski, Zarys dziejów filozofii, Warszawa 2003, s. 138.




03 III 2006